Ciemne strony bezpłatnych aplikacji

Według grupy Eurecom, wiele bezpłatnych aplikacji internetowych łączy się, bez wiedzy użytkowników, ze stronami śledzącymi ich aktywność.

Bezpłatne aplikacje mogą okazać się bardzo drogie. I mimo że nie uszczuplą zawartości naszego portfela, będziemy musieli za nie zapłacić naszą prywatnością. Jak wynika z raportu sporządzonego przez francuskie centrum badań Eurecom, spora liczba darmowych aplikacji, bez wiedzy i zgody użytkowników, łączy się z witrynami reklamowymi, które monitorują działania posiadaczy urządzeń mobilnych w internecie.

Jak donosi portal Kioskea, grupa badaczy, którą kierował Luigi Vigneri, pobrała ponad 2000 bezpłatnych aplikacji z portalu Google Play. Do przeprowadzenia testów posłużył im telefon Samsung Galaxy S3 skonfigurowany w sposób, który umożliwił podgląd witryn, z którymi łączyły się pobrane programy. Wyniki okazały się zaskakujące: aplikacje nawiązały połączenie z 250 tysiącami różnych witryn, z czego 9 najczęściej odwiedzanych jest własnością koncernu Google.

I mimo że około 70% przetestowanych stron nie łączy się z podejrzanymi witrynami, te, które dopuszczają się tego procederu, robią to na masową skalę. Wprawdzie z raportu francuskich badaczy wynika również, że bardzo znikoma część aplikacji łączy się ze stronami mogącymi zawierać wirusy. Jednak w obliczu powyższych rewelacji i faktu, że bezpłatne aplikacje przyczyniają się do szybszego rozładowania baterii, jest to niewielkie pocieszenie.

Zdjęcie: © Creative Commons - Pixabay: geralt.